
Zorian
Często byłem wyśmiewany przez rówieśników za to, że nie jestem katolikiem, tylko ewangelikiem. Starsi uczniowie nazywali mnie niewierzącym bądź nawet sekciarzem. Powtarzałem im jak mantrę, że jestem biblijnie wierzącym chrześcijaninem, czytam Słowo Boże, staram się przestrzegać dziesięciu przykazań, mam żywą relację ze Stwórcą. Niestety to nie wystarczyło… Mojego tatę nazywano prześmiewczo biskupem, zaś moją niepełnosprawną mamę – kuternogą. Przez trudne realia życiowe musiałem szybko dojrzeć, wziąć odpowiedzialność za swoje życie, by przejść tę trudną życiową drogę. Od chłopca, który bał się odezwać w swojej sprawie i czuł się nikim, do mężczyzny, który od kilkunastu lat staje w obronie słabszych i walczy o ich prawa.
