
Beata
„Po co tyle pracy z dziećmi, które i tak niewiele osiągnął?”. „To bardziej opieka niż prawdziwe nauczanie”. „Takie dzieci przecież niewiele rozumieją…”.
To jedne z najtrudniejszych stereotypów, z jakimi spotykam się od lat. Bo świat bardzo lubi mierzyć wartość człowieka wynikami, samodzielnością i „sukcesem”. Kiedy zaczynałam pracę w 1998 roku, mogłam zostać na uczelni i wybrać bezpieczniejszą, bardziej przewidywalną drogę. Zamiast tego trafiłam do pracy z dziećmi z niepełnosprawnością intelektualną, także w stopniu głębokim. Przyszłam pełna teorii, pomysłów i przekonania, że jestem przygotowana. A potem pierwszego dnia zobaczyłam szesnastoletnie dziecko zamknięte w klatce. I zrozumiałam, że nie wiem nic. Wiele razy słyszałam: „Ja bym psychicznie nie wytrzymała”. „To strasznie smutna praca”. „Przecież oni i tak nigdy nie będą samodzielni”. A ja każdego dnia widzę coś zupełnie innego. Widzę ludzi, którzy potrafią cieszyć się z rzeczy, których my już dawno nie zauważamy. Widzę ogromny wysiłek wkładany w najmniejszy krok. Widzę rodziców walczących o godność swoich dzieci. I widzę, jak bardzo społeczeństwo boi się tego, co nie mieści się w normie „sprawności” i „sukcesu”.
Zapraszam do rozmowy o niepełnosprawności, edukacji, godności i o tym, dlaczego największym ograniczeniem bardzo często nie jest sama diagnoza – tylko nasze wyobrażenie o tym, kto zasługuje na rozwój, uwagę i przyszłość.
