Ateista

Jerzy

Życie dało mi szansę dorastania bez indoktrynacji religijnej. Rodzice nie ochrzcili mnie w żadnej wierze – pewnie z braku czasu, bo mieli dziesięcioro dzieci na wychowaniu i po trzy etaty. Chłonąc wiedzę o świecie z różnych dostępnych źródeł (głównie książek, którymi dom był zasypany), wyrosłem na ateistę.. Szybko poznałem w szkole, co znaczy nie uczęszczać na religię. Zdziwienie rówieśników, że nie chodzę do spowiedzi i na msze…Były próby nawrócenia mnie, straszenie piekłem i wiecznym potępieniem… Całkowicie nieracjonalne argumenty, przeradzające się w agresję, spowodowały, że zacząłem unikać katolików. Moja największa katolicka przygoda to kościelny ślub, który wypadało wziąć, bo „co ludzie powiedzą”. Dobrowolnie poddałem się rocznej indoktrynacji religijnej, mając nadzieję, że uwierzę. Nie udało się. Dziś przy różnych okazjach bywam w kościele na mszy – śluby, chrzty, pogrzeby etc. Nie ruszam ustami w rytm modlitw i pieśni, obrzucany zdziwionymi czy oburzonymi spojrzeniami otoczenia. 

Czy pójdę do piekła? Czy przyłączysz się do potępienia mnie? A może zdołasz mnie ocalić? Czy grzechem jest zadawać się ze mną? Zdecyduj…

Zostaw komentarz

Przewijanie do góry